“Jedynym bezpiecznym wyborem, jest podjąć próbę”
Mike Nichols
Pl., Droga pomiędzy Częstochową a Radomskiem, 20 stycznia 1945
Przez pola zasypane śniegiem przedzierają się okutani w kożuchy: osiemnastoletnia Misia i dwudziestoletni Arek z jej walizką. Zapadają się w śnieg miejscami po pas, ale nie mogą iść głównymi drogami. Miśka zatrzymuje się, odchyla głowę do tyłu, nie chce żeby łzy poleciały. Ślady po poprzednich pozostawiły na jej twarzy przekrwione pęknięcia. Arek odstawia walizkę, rozciera jej plecy, ramiona i dłonie, klepie po spękanych i nienaturalnie rumianych policzkach. Wskazuje czarną linię na horyzoncie: “Zobacz, jesteśmy w połowie drogi. Tam droga skręca w las i idzie prosto, jak strzelił, do samego Radomska! Będzie już łatwiej.” Miśka, wyczerpana, mówi, że nie da rady już iść. Arek postanawia, że chwilę odpoczną. Niedaleko nich widać domy. To wieś Kłomnice. Jemu bardzo chce się pić, pójdzie poprosić gospodarza o wodę. Ona nie chce, woli odpocząć. Siada na kamieniu w rowie. Arek idzie w stronę najbliższego gospodarstwa i kiedy dziarsko wchodzi na podwórko, orientuje się, że stoi tam czołg. Pod nim siedzą radzieccy żołnierze z karabinami i rozlewają bimber. Na jego widok rozlegają się okrzyki zwycięstwa, a wyzwoleńcy wciskają mu w dłoń szklankę do połowy wypełnioną żółtym płynem. Arek odmawia, mówi, że nie pije, ale mocno już zaprawione komando ani myśli odpuścić: “пить!пить!пить!” – skandują. Kiedy Arek w końcu przechyla darowany puchar i niespodziewanie rozluźniające ciepło rozlewa się po jego ciele, ruscy na wiwat puszczają serię z karabinu i polewają mu następną kolejkę. Arek bierze jeszcze łyka, ale tłumaczy żołnierzom, że do ciotki musi zdążyć przed zachodem słońca i lżejszy jakby o połowę, truchcikiem opuszcza rozbawione towarzystwo.
Znajduje Miśkę leżącą w rowie, zalaną łzami. Była pewna, że go rozstrzelali. Arek, żywy jak ogień, który pali go od środka, wyciąga ją z rowu i nie daje się zatrzymać przez resztę drogi.. Ostatnie kilometry dziewczyna już ledwo powłóczy nogami, ale Puma dociąga ją roztaczając wizję grubej pierzyny i ciepła domowego ogniska, które czeka na nich w domu ciotki Celiny. Kiedy tuż przed zmrokiem docierają do miasta, ich oczom, zamiast rodzinnej letniej rezydencji, ukazuje się pogorzelisko. Pośród zgliszczy chodzi mężczyzna i pogrzebaczem wydobywa z nich metalowe sztućce. Miśka nie wytrzymuje, kompletnie wyczerpana zanosi się płaczem. Arek, po chwili przyglądania się tej scenie, krzyczy: “Andrzej! Andrzej!”, odwraca się do Miśki i pogodnym głosem oświadcza: “Nie martw się, jesteśmy uratowani.”
Zima 1944/45 była sroga. W styczniu mróz nie odpuszczał. Temperatura spadała w dzień do minus szesnastu stopni. Wiał lodowaty wiatr. Padał śnieg.
Radzieckie czołgi wjeżdżają do Częstochowy po południu 16 stycznia 1945 roku. Jeżeli wierzyć relacjom, pancerny batalion majora Chochriakowa zupełnie zaskoczył Niemców. Radzieckie czołgi nie tyle przebijały się przez obronę, co musiały lawirować wśród wozów taborowych i maruderów z niemieckich kolumn transportowych. Rajd był ryzykowny – czołgi wjądą do miasta praktycznie bez osłony. Kilka z nich ruszy Alejami w stronę Jasnej Góry. Stacjonujący tu Niemcy w ostatniej chwili chcą wysadzić klasztor. Wcześniej zgromadzili w nim materiały wybuchowe i przygotowali je do odpalenia. Jasna Góra ocaleje. Wokół jej uratowania narośnie wiele mitów. To sami Paulini w jakiś sposób przekonają Niemców o bezcelowości niszczenia klasztoru. Ci, wycofując się, wzniecą jedynie pożar na jednym z dziedzińców.
Wczesnym rankiem 17 stycznia 1945 roku Częstochowa jest już formalnie wolnym miastem. Wraz z wojskami radzieckimi do miasta wkroczy ekipa filmowa, uwieczni migawki z tych dni. Tłumy ludzi na ulicach, oglądające ślady niedawnych walk, rozbite czołgi, płonące wciąż budynki. Przyglądam się uważnie każdej twarzy. Czy był wśród nich Arek? Pani Misia opowie mi tylko po latach, jak jeden z czołgów wjechał na ich podwórko, a zabłąkanym żołnierzom Arek wskaże drogę którędy na Berlin. W zachowanych filmowych materiałach sporoo jest scen, w których przechodnie przyjaźnie rozmawiają z żołnierzami wyzwoleńczej armii, z zaciekawieniem patrzą do kamery. Na ulicach leżą ciała. Żołnierze ostrzeliwują zabarykadowane budynki. Mierzą do kogoś z rewolweru. Uwalniają więźniów, wielu z nich kuleje, jeden odpycha się łopatą, kamera robi zbliżenie na jego zawiniętą w szmaty nogę. Nie wszystkich zdążą uratować. W baraku kamera przesuwa się wzdłuż splątanych, leżących na sobie ciał. Są wśród nich również ciała małych dzieci. Dwóch mężczyzn łopatą i kilofem roztrzaskuje strącone z budynku godło III Rzeszy, trzeci drewnianym zaostrzonym palem roztrzaska głowę srebrnego orła. Wszędzie pełno wozów, wózków różnej maści, objuczonych tobołami ludzi, brnących gdzieś przez śnieg.

Wyzwolenie Częstochowy ma swoją mroczną stronę. Opiszę ją po latach Hłasko, który widzi je jako jedenastoletni chłopiec: “Rosjanie weszli. Rozbito cysternę ze spirytusem i potem ludzie leżeli w błocie, pijąc spirytus zmieszany z rozdeptanym śniegiem. Brali nasze zegarki, nasze obrączki, brali nasze kobiety, ale nie chcieli naszej gościny i naszego dachu nad głową.” Armia Czerwona zostanie tam do czerwca 1946 roku. Według oficjalnych doniesień, zgłoszonych zostanie 11 gwałtów, 22 zabójstwa, 36 napadów rabunkowych i 136 kradzieży przez nich dokonanych. Ile było naprawdę, nigdy się nie dowiemy.
Arek uratuje Misię, wyprowadzając ją 20 stycznia z Częstochowy. Wujek Łapuchowski, ojciec Tolka, aresztowany dzień wcześniej, już nigdy nie wróci do rodziny. Arek wsadzi Misię do pociągu i wyśle ją do rodziny. W momencie, gdy piszę te słowa, ona żyje, w lutym będzie obchodzić 96 urodziny. To już prawie osiemdziesiąt lat od tego dnia, kiedy szli przez śniegi z Częstochowy do Radomska. Pozostali przyjaciółmi do końca życia. Wojna, która wybuchnie w Ukrainie uruchomi w niej traumatyczne wspomnienia i lękowe reakcje – na jej prośbę nie używam danych umożliwiających zidentyfikowanie, w tym wywiadów i dokumentów.

Arek, po wyjeździe Misi z Radomska, zostaje w domu ciotki Celiny, siostry ojca. Syn Celiny – Andrzej – przystojny brunet, wysoki jak sosna, pracujący jako dyżurny ruchu w Radomsku, dostaje przydział jako zawiadowca stacji Gliwice. Ściąga tam Pumę, który zostaje strażnikiem służby ochrony kolei, dzięki czemu ma oficjalny dostęp do broni. To właśnie tu będzie miał miejsce okres w jego życiu, który później będzie zbywał eufemizmem “awantury pistoletowe”. Nigdy nie dał się namówić, aby opowiedzieć, w czym dokładnie brał udział. Miał wyraźnie wobec tego momentu w swoim życiu rezerwę.
Jego kuzyn Andrzej Kidawski ur. 1927, pseudonim Czarny i Arn, działał w Konspiracyjnym Wojsku Polskim, gdzie odpowiadał za zbieranie informacji stanowiących tajemnicę państwową. Już od 1941 roku był żołnierzem związku walki zbrojnej, a następnie AK na terenie Radomska. Od początku 1946 r. zaangażował się na Śląsku. W kwietniu mianowany został szefem wywiadu w komendzie powiatowej KWP “Kuźnia” na okręg gliwicki. Członkowie siatki wywiadowczej działali w komendzie powiatowej milicji obywatelskiej oraz w Powiatowym Urzędzie Bezpieczeństwa w Gliwicach. To właśnie jeden z nich szóstego czerwca 1946 r. dostarczy im cynk, że zostali zdekonspirowani. Arek nie chce czekać, idzie do Andrzeja i namawia go, by zwiewali jeszcze tego samego dnia. O dziesiątej wieczór mają pociąg. Andrzej się waha, mówi Arkowi, żeby ten jechał. On musi załatwić jeszcze jedną sprawę. To ostatni raz, kiedy Puma widzi kuzyna. Odjeżdża pociągiem o dziesiątej. Andrzeja aresztują tej samej nocy – o trzeciej nad ranem. Okaże się, że zdekonspirował ich komendant okręgu śląskiego Gerhard Szczurek ps. Erg, którego Kidawski ukrywał przez jakiś czas we własnym mieszkaniu. Czarny rozstrzelany zostanie w Trzech Króli 1947 roku i wraz ze Zbigniewem Kutermachą w jednej trumnie pochowany w Katowicach.
Dziesięć lat po jego śmierci ciotka Celina wystara się o ekshumację. Ewa pamięta ten pogrzeb. Na wjeździe do Radomska był mały drewniany kościółek. Tam przywieziono trumny. I stamtąd zabrał je kondukt pogrzebowy na cmentarz. Przyszedł tłum ludzi, to była głośna sprawa w Radomsku. Ewa wspomina, że po drodze był stary szpital i we wszystkich oknach tego szpitala wisieli przyglądając się im ludzie. Na całe życie utkwi jej w pamięci obraz ciotki Celiny w czarnym welonie. Jechała dorożką, miała już wtedy problemy z chodzeniem, a ten welon powiewał na wietrze.
Arek ucieka do Częstochowy, ale tu też go szukają, więc musi pozostawać w ukryciu. Wychodzi nocami, wkrada się czasem do babci Orłowskiej lub ucieka do Radomska. Zdaje sobie jednak sprawę, że długo tak nie pociągnie. Hołdując logice, że najciemniej jest pod latarnią, udaje się do rejonowej komendy uzupełnień i na ochotnika zaciąga się do wojska. W komisji nie mogą nadziwić się, że ktoś zgłasza się na ochotnika. Wszyscy, jak mogą, migają się od służby. Jako ochotnik ma prawo wyboru przydziału – wybiera lotnictwo. Komisja prosi o adres – poślą po niego jak przyjdzie zapotrzebowanie. Arek nie ma gdzie pójść, boi się, że jak będzie czekał na Jodłowej, to capnie go UB. Oświadcza więc, że nigdzie nie idzie, nie ma domu i będzie czekał tu gdzie jest, aż zapotrzebowanie przyjdzie. Na szczęście przychodzi po dwóch dniach, otrzymuje przydział do Pierwszego Pułku Lotnictwa Myśliwskiego Warszawa, stacjonującego w Nowym Dworze.

Mniej więcej w tym czasie Ludmiła z matką Nadzieją wracają w jednym z towarowych, zadrutowanych wagonów w ramach akcji repatriacyjnej z Kresów. Nigdy nie zapomną tego, jak uwolnieni z pociągu za polską granicą ludzie całowali ziemię pod swoimi stopami, ani tego, co przeżyły w Równym i Bereznem podczas okupacji. Nie ma z nimi Włodzimierza, który zmobilizowany do armii radzieckiej, walczy najpierw na froncie fińskim, gdzie zostaje ciężko ranny i dzięki lekarce, potomkini polskich zesłańców, dołącza do polskich oddziałów tworzącej się Drugiej Armii Wojska Polskiego.
Wojenne przeżycia Arka, wobec tego przez co przechodzi Ludmiła, brzmią trochę jak opowieści Tomka Sawyera. W lasach otaczających Równe i Berezne ukrywają się zarówno partyzantki radzieckie,polskie, jak i ukraiańskie. Niemcy rozprawiają się okrutnie, z każdym, kto im jakkolwiek pomaga. Mieszkańcy nie mają jednak wyboru. Wypełniają rozkazy tych, którzy w danej chwili mierzą do nich z broni. Gdy wkroczą Rosjanie, NKWD nęka ich przesłuchaniami. Sowieci próbują przekonać Ludmiłę, by na Kresach została – oferują wykształcenie, pracę. Nawet przez chwilę się nad tym nie zastanawia. Zabierają z mamą jedną walizkę i gdy dotrą do Polski, swoje pierwsze kroki kierują do Częstochowy, do cioci Łapuchowskiej. Tam spotyka towarzyszy zabaw z dzieciństwa: Arka i Tolka. “Wiesz” – opowiada mi podczas nagrania – “chyba się temu Tolkowi nawet spodobałam, bo zaproponował mi spanie w swoim pokoju… i ostrzegł przed plątaniną kabli” – pułapką, którą zastawiał na starszą siostrę. Zza drzwi dobiega głos Arka: “nie tylko jemu, nie tylko jemu!”.
Kiedy zapytam Arka: “jak to się stało, że się w Lusi zakochałeś?” – jej już z nami będzie, po pół wieku wspólnego życia, po tym jak towarzyszył jej i opiekował się nią do samego końca, powie: “wiesz, to było od razu, kiedy ją poznałem, wiedziałem, że to ona” – wtedy latem 46’ roku w domu Łapuchowskich. We wrześniu 1946 wyślę jej już zdjęcie z wojska “Lusi, na pamiątkę od rekruta Arka”. Czy myślał wtedy o swoich rodzicach i jakie ich miłość w związku z tym napotka przeszkody? Wątpię. Raczej było w tym coś kompletnie nieracjonalnego, wręcz atawistycznego, może po prostu przypominała mu matkę.
Lusia, wraz z powrotem ojca do Polski, przeprowadza się do Łodzi, gdzie będzie jednocześnie studiowała i pracowała. Arek musi swoje odsłużyć. W lotnictwie podówczas służba trwa dłużej, niż w innych jednostkach.


Skoki ze spadochronem to jedyna rzecz, która interesuje go w wojsku. Z tej atrakcji może skorzystać jednak jedynie raz w roku. Trochę więc z nudów, a trochę, by uniknąć wojskowej musztry i rutyny, zakłada z kolegami teatr wojskowy “Cavalier”. W skład zespołu wchodzi kolega z Częstochowy Heniek Mąkowski, wysoki i “intelygentny”, pisał teksty i reżyserował oraz Krzysiek Lebedyński, z garbatym nosem niczym Kobuszewski, który odpowiada za anegdoty i komizm sytuacyjny. Arek reprezentuje stronę wokalną teatrzyku. Mają również gitarę, akordeon, klarnet i bębenki. Za śpiewy, skierowane do pani kapitanowej i puszczone w jej stronę oko, Puma trafi na pięć dni do twierdzy Modlin. Innym razem, gdy wystawiają sztukę “Najeźdźcy”, ktoś z widowni rozpozna w nim Niemca. Przez trzy dni w areszcie będzie czekał na wyjaśnienie sprawy przez zarząd Częstochowianki.


Arek z wojska wychodzi w 1950 roku i nie bardzo ma się gdzie podziać. Ciotka Nadia, która wyciągnęła go z niemieckiego więzienia, poddaje mu pomysł Łodzi, gdzie osiedliła się część ich rodziny. Pomysł mu się podoba. Zamieszkał tam między innymi brat Ziny – wujek Włodzimierz Kocyk z rodziną, więc jest tam też i Ludmiła. Mieszka z nimi młodsza córka cioci Łapuchowskiej – Natasza, w Łodzi jest też jej brat i przyjaciel Arka – kuzyn Tolek, część bandy z Ostatniego Grosza.

