SEARCH
Filed under Bez kategorii

Sekwencja 7 – Z kim tak Ci będzie źle jak ze mną?

“Miłość potrzebuje swobody i czasu do wydania najpiękniejszych plonów.”

Bolesław Prus, Faraon


Wn., mieszkanie w bloku, niedziela rano, 1963

KASIA (3,5) leży z otwartymi oczami i patrzy na młodszą siostrę, która wciąż słodko śpi. Z kuchni dochodzą dźwięki porannej audycji radiowej i brzdęk naczyń. LUSIA zaczyna nucić wraz z melodią z radia. KASIA przysłuchuje się jej przez chwilę po czym siada jak wyprężona struna na łóżku i zaczyna budzić GOSIĘ (1,5). Kiedy mała otwiera oczy, starsza siostra wykonuje przed nią serię dziwnych gestów zakończonych trzymaniem paluszka na ustach. KASIA po cichu zsuwa się po prześcieradle i skrada do łóżeczka Gosi. Wyjmuje poluzowany szczebelek i pomaga się jej przecisnąć przez szparę. 
KAŚKA ucisza młodszą siostrę, bierze ją za rękę i po cichu skradają się do przedpokoju, przemykając obok kuchni, gdzie przygotowując śniadanie podśpiewuje LUSIA. W pokoju na rozłożonej wersalce, zaplątany w kołdrę i kompletnie nieprzytomny, leży tata AREK. Na jego widok dziewczynki wpadają w amok i już bez żadnej kontroli dokonują desantu na zaspane ciało. Wzięty z totalnego zaskoczenia, AREK próbuje bronić swojej pozycji w krainie snów, odgradzając się od bezlitosnych małych stworzeń warstwą kołdry, poduszek, tudzież mniej czułych stron ciała.
To jednak tylko kwestia czasu, kiedy będzie musiał oddać atakującym całe pole, tak łożka jak i uwagi. Wydając z siebie dziwaczne odgłosy liczy na zaskoczenie, więc i spowolnienie, przeciwnika. Wybieg ten przynosi jednak przeciwne do zamierzonych rezultaty. Rozochocone małe konkwistadorki  podchywtują bojowy okrzyk i przejmują totalną kontrolę nad ciałem śpiącego ojca. W gęstwinie krzyków, chichotów i przekomarzań Arek z hukiem ląduje na dywanie, i zanim zdąży się odkręcić, zwinne córeczki lądują na nim. Na to w drzwiach, z groźną miną i ścierką w ręku, zjawia się Lusia, ale na widok  barłogu czułości, jaki się przed nią roztacza, zmienia swój zamiar. Pozwala im się tarzać – to przecież święto :‘niedziela z tatą’.

Rezultat rozstrzygnięcia dylematu, przed którym stają Lusia i Arek, jest znany. Jak do tego dochodzi? Jak wyglądają ich rozmowy? Jak Arkowi udaje się przekonać Lusię? Czy zawierają jakiś pakt, umowę, której trzymają się przez resztę życia? – w tej kwestii muszę opierać się na materiale poszlakowym.

Faktem jest, że siedem miesięcy po napisaniu przez Arka listu, w którym kładzie na szali swoją karierę by ratować rodzinę, rodzi się ich druga córka – Małgosia. Jednocześnie rozpoczynają się przygotowania do największej i najbardziej ambitnej, jak do tej pory, produkcji polskiej kinematografii – “Faraona” – i Arek na ten filmowy olimp się wspina. Jak mu się to udaje?

Lusia decyduje się urodzić drugie dziecko, choć wie, że decyzja ta może przekreślić jej karierę zawodową i szansę na rozwój osobisty. Jednocześnie godzi się na wyrzeczenia z jakimi związana jest kariera jej męża. Po niemal dwóch latach małżeństwa z Arkiem, wie jak działa branża produkcji filmowej, na co może liczyć i czego się spodziewać. Nie ma większych złudzeń wobec tego jak jej życie rodzinne może wyglądać.Co przekonuje Lusię? Co decyduje o tym, że chce budować rodzinę  z mężem, który właściwie jest w wiecznej delegacji? Przy drugim dziecku decyzje podejmuje przecież dużo bardziej świadomie, gdy je urodzi będzie miała trzydzieści sześć lat i naprawdę spory bagaż doświadczeń.

To Ludmiła, w tej parze jest tą, która twardo stąpa po ziemi. Rozsądna i pragmatyczna, raczej powściągliwa, przynajmniej wobec obcych, w towarzystwie wolała się przyglądać, niż kogoś zabawiać. Przypominała mi Katharine Hepburn – ze względu na typ bohaterek, które w latach 50. i 60. aktorka ta grała – niezależna, zdecydowana i silna. Potrafiła przejmując męskie role, jednocześnie być kobieca i dominująca. Dla bliskich, w intymnych momentach, była przede wszystkim opiekuńcza i troskliwa, choć również apodyktyczna. Niewiele osób dopuszcza na tyle blisko, aby odsłonić siebie. Wątpliwości, które nią targają, traumy, które nigdy w pełni się nie zabliźniają, pragnienia, niekoniecznie zgodne z jej wychowaniem. Arek przebija się przez tę skorupę, jako mężczyzna zdobywa jej zaufanie momentalnie. Z nim czuje się bezpiecznie, wie, że on jej nie skrzywdzi, więc z nim, nie boi się zaszaleć. Myślę, że właśnie to wnosi do jej życia Arek – fantazję, lekkość, odrobinę szaleństwa – z nim potrafi być spontaniczna, dzięki niemu w jej życiu jest dużo śmiechu i zabawy.

Stwarzała wrażenie, że to rozsądek, głowa, nie serce, kierują jej życiem i wyborami – miała bardzo silną osobowość, zawsze na chłodno i z wielu punktów widzenia starała się ocenić sytuację. Wydaje się jednak, że w przypadku związku z Arkiem względy pragmatyczne są zdecydowanie na drugim planie, bądź też kompas pragmatyzmu w jego zasięgu jest specyficznie wykalibrowany. Co prawda, tuż przed narodzinami Gosi, udaje im się zdobyć wymarzone mieszkanie na Dołach, ale to pozycja i zatrudnienie Lusi mają tu decydujące znaczenie. Arek do końca życia będzie sobie gorzko żartował, że jest w nim tylko lokatorem.

Kiedy pytam Ewę, która przyjaźniła się z nimi przez całe życie, czy Lusia narzekała, żaliła się na to, że Arka wiecznie nie ma, że jest sama, czy kiedykolwiek żałowała, że założyła z nim rodzinę? Ewa z uśmiechem odpowiada, że i owszem, jak każda żona, w jakimś momencie związku, ale Lusia była w Arku przede wszystkim zakochana do końca życia. Myślę, że faktycznie tak było, choć ona nigdy wprost, by się do tego nie przyznała. Kryzys, którego doświadczają z końcem 61. roku wraz z wiadomością o drugiej ciąży, bardziej niż pragmatyczne, zdaje się mieć romantyczne podłoże. Lusię bardziej niż to, że jej męża w domu nie ma, dręczy obawa, że on już w nim być nie chce, że woli być gdzieś indziej. Jest najzwyczajniej w świecie zazdrosna – o film! Potrzebuje mieć pewność, że mąż kocha ją bardziej niż pracę, że chce z nią być, chce stworzyć z nią rodzinę. 

Arek w liście nie ukrywa, że nie chce odchodzić z filmu,  ma poczucie, że tam coś “znaczy” i ma jakąś “pozycję”. Nie pisze o tym wprost, ale Lusik wie, że on po prostu uwielbia tę pracę, realizuje i rozwija się w niej. Arek zdaje sobie sprawę, że nie jest to argument w stawce, o jaką walczy w takiej chwili, musi zagrać ‘va bank’ – wybrać swoją ‘lubą’. Jestem przekonana, że dla niej był gotów rzucić film, a ona o tym wiedziała. Nie było nic bardziej stałego i pewnego na świecie niż to, co ich połączyło – ani rodzina, ani religia, ani praca. Być może to, że oboje są w stanie poświęcić własne kariery, mówi o tym związku najwięcej.

Pomimo, zdawałoby się na pierwszy rzut oka, tradycyjnego i patriarchalnego podziału ról – w ich rodzinie, jak będą potem twierdzić ich córki, panował matriarchat. W sprawach rodzinnych, w domu, z pewnością rządziła Lusia – to było jej królestwo, którego tron objęła z pełną świadomością i nad którym Arek praktycznie zrzekł się władzy. Ona tworzy dom, on nie wie jak się to robi. To pierwszy i jedyny stabilny dom jaki będzie miał, poukładany i wymagający, ale przede wszystkim ten, w którym jest oczekiwany i kochany.

Myślę, że na decyzję Lusi o stworzeniu rodziny z Arkiem również ma  wpływ swoisty pragmatyzm z jej strony- on nie będzie jej mówić, co ma robić, jak prowadzić dom i karierę – tak jak ona jemu, on daje jej absolutnie wolną rękę. Jest między nimi szczególne partnerstwo –  oboje szanują i podziwiają swoje dokonania, cieszą się z sukcesów partnera i sami chcą się realizować. W tej kwestii są świetnym zespołem, nie walczą ze sobą i nie zatrzymują siebie nawzajem. Biegną w życiowej sztafecie razem i czasem któreś z nich musi nadrabiać za drugie, jak Lusia, w związku z decyzją o dzieciach, robi więcej okrążeń na dobę przez wiele lat. Myślę, że decyduje się na to, bo wie, że z nim dobiegnie gdzieś indziej, dalej, że razem walczą o coś więcej, niż każde z osobna. Może to właśnie wieloletnia walka o związek, podważenie tabu, wspólne przeciwstawienie się zasadom, opiniom, zakazom, sprawi, że wspólnie mają poczucie jedności i siły, ale i przekonanie o tym, że trzeba próbować.

Lusia wciąż za nim tęskni, potrzebuje go, ale nie chce by dla niej rzucał film. Zdaje sobie sprawę, że straciłaby wraz z tym połowę tego, kim Arek jest i co wnosi do ich rodziny. Chwilę po wysłaniu przez Arka listu z hotelu MDM, w którym deklaruje, że jeśli ona zechce, on rzuci film, Lusia doradza mu jak postępować z Hagerem i rozmawiać z kierownictwem, by dostał awans i stały angaż w zespole. Jednocześnie jestem pewna, że on musiał jej przyrzec, że zorganizują to tak, by zaraz po porodzie ona mogła wrócić do pracy. Od tej pory będą mieć pomoc domową – kobiety,głównie z Białostocczyzny, które u nich mieszkają i pomagają Lusi w zajmowaniu się dziećmi i domem. Przez cały czas będę ich również wspierać rodzice Kocykowie, bez których sukces ich obojga nie byłby możliwy. W przeciągu kolejnych dwóch lat Lusia i Arek osiągają w swoich zawodach więcej, niż mogli się spodziewać, a jednocześnie udaje im się stworzyć rodzinę.

Jest czerwiec 1962 roku, Lusia wraca z pracy tramwajem i w pewnym momencie poczuje się słabo. Wysiada na Placu Kościelnym, by odetchnąć i wtedy zrywa się burza. Trafia do szpitala. Rodzi się Małgosia. W tym samym czasie zapada decyzja o skierowaniu do produkcji prawdopodobnie najbardziej monumentalnego projektu w historii polskiego kina – “Faraona”. Reżyseruje Kawalerowicz – szef rodzimego zespołu Arka. Same przygotowania do zdjęć trwają przez okres dwóch lat. Między 62. a 64r., zanim wyjadą wspólnie na pustynię Kyzył – Kum, pion produkcji zespołu Kadr: Jerzy Rutowicz, Zygmunt Wójcik i Arek. pod kierownictwem Ludwika Hagera, wyprodukują popularne komedie:“ Jutro Premiera” i “Upał” z plejadą ówczesnych gwiazd ekranu.  Arek z Rutowiczem będzie współpracował również przy produkcji “Milczenia” Kutza oraz przy “Zacnych Grzechach” Waśkowicza.

Tymczasem kolejne piony łódzkiego atelier: kostiumy, scenografie, charakteryzatornię ogarnia totalna ‘egiptomania’. Tylko część zdjęć jest zaplanowana w polskich plenerach. Na jeziorze Kirsajty powstaje sztuczna wyspa. Warszawska Stocznia Rzeczna według rysunków sprzed 4 tys. lat buduje  statek egipski, w którym filmowy Ramzes i Sara udadzą się na przejażdżkę po, udawanym przez mazurskie jeziora, Nilu.  Trzeba było odtwarzać egipskie “palety barw” – gdzie kolor wszystkiego jest stonowany i spopielony, nijako przysypany pyłem – ekipa do zdjęć ucharakteryzować musi trzcinę, wodę, ciała, odzież. Statek Nikotris wodowany pod Warszawą trzeba było składać od nowa, po tym jak sztorm rozbije go na Zalewie Zegrzyńskim. Na sztucznej wyspie będą sadzić palmy, specjalnie hodują kaczki, łapią trzy kormorany, które wciąż im uciekają podczas ujęć. Produkcja pracuje pełną parą – cała ekipa ma co robić.

Dość długo rozważano opcję kręcenia w samym Egipcie. Dopiero pod koniec zimy 63r., a ostatecznie na początku 1964 zostaje podjęta decyzja o umiejscowieniu większości plenerów i budowy dekoracji zewnętrznych obiektów zdjęciowych: pałacu faraona i świątyni na pustyni Kyzył – Kum. Hager z Kawalerowiczem dochodzą do wniosku, że tak potężną i skomplikowaną produkcję najlepiej będzie realizować w Związku Radzieckim – nie tylko ze względów ekonomicznych, ale i organizacyjnych – głównie w kwestii scen batalistycznych i możliwości współpracy z Mosfilmem.

Arek otrzymuje zadanie nadzoru wysyłki wszystkich materiałów do Buchary. Mają one posłużyć do budowy dekoracji na pustyni Kyzył – Kum, gdzie  oprócz piasku o odpowiadającym filmowcom kolorze, nie ma absolutnie nic.  Do Uzbekistanu jadą więc wagony drewna, cementu, gipsu, farb, tkanin i prowiantu. Po odprawieniu ostatniego transportu wyruszy i Puma, nadzorować pracę na miejscu. 

Posiedzenie Sekcji 6, Budapeszt, listopad- dyrektor Jabłkiewicz i Lusia, 1967
Maj 1978 r. – Taszkient

Latem 1964 roku, kiedy Kasia ma cztery a Gosia dwa lata, Arek wyjeżdża do Uzbekistanu, aby współpracować przy przygotowaniu, a następnie nadzorowaniu planu “Faraona”. Lusia również wtedy wyjeżdża – do Moskwy, na jedną z wielu konferencji, na które od tej pory regularnie jeździ, jako kierownik działu współpracy z zagranicą. Dziewczynki zostają pod opieką  dziadków, do których Arek zaadresuje pierwszy list z planu w Uzbekistanie:

Buchara, dnia 22 września 1964r.

Moje ukochane Dziewczynki, Lusiu /której zapewne nie ma/

Babciu wraz z Dziadziusiem oraz Altmanami-Kompanami !

Piszę do was dopiero dzisiaj ponieważ tyle było w tak krótkim czasie wrażeń, że po prostu miałem wszystko jeszcze nie „uszeregowane” w głowie. Zacznę więc od samego początku.

Do Warszawy dojechałem bardzo dobrze lecz tam nie było miejsca w hotelu i zmuszony byłem spać w jednym łóżku z kolegą. Rano o godz. 6.30 pojechaliśmy na lotnisko. 

Ponieważ byliśmy na samym końcu do odprawy celnej a czasu już było bardzo mało, więc gdy przyszła nasza kolejka odprawiono nas bardzo szybko wcale nie sprawdzając bagaży polegając li tylko na wypisanej przez nas deklaracji celnej. Wystartowaliśmy przy bardzo pięknej pogodzie samolotem polskim IŁ-18. Podczas podróży która była przyjemna dostaliśmy śniadanie składające się z masła chleba szynki /około 20 dkg/ maleńkiej czekoladki i herbaty a pod koniec lotu i sok pomarańczowy. W Moskwie byliśmy o godz. 13.00 czasu moskiewskiego. Na lotnisku bardzo szybko i sprawnie przeszła odprawa paszportowa i celna bez żadnych komplikacji. Niestety nikt na nas nie oczekiwał ponieważ nasze zawiadomienie nie dotarło na czas do Mosfilmu. Po wymianie pieniędzy wsiedliśmy w taksówkę którą pojechaliśmy do filmu. Jazda nią trwała przeszło godzinę. /75 km/ kosztowała zaś rbl. 4,80 oczywiście na rachunek. W Mosfilmie dano tam samochód osobowy abyśmy mogli obejrzeć Moskwę do czasu kiedy oni zarezerwują bilety na samolot do Taszkientu. Samochodem pojechaliśmy do miasta. Nie będę w tej chwili opisywał tego albowiem musiałbym napisać całe opowiadanie, wolę zrobić to po powrocie do domu osobiście. Powiem wam tylko, że wrażenie jest bardzo duże a mnie osobiście podoba się Moskwa. Po powrocie do Mosfilmu dowiedzieliśmy się że do Taszkientu odlatujemy o godz. 1.30. Umówiliśmy się, że przyjadą po nas do hotelu o godz. 23.00 a była wtedy godz. 19.00. Poszliśmy więc razem z p. Bierczyńskim na kolację która była bardzo obfita z przystawkami lecz bez wódki za którą zapłaciliśmy razem 3,33 rubli. Po kolacji pojechaliśmy obejrzeć Metro. (…)

O godz. 23.00 wyjechaliśmy na lotnisko które leży jeszcze dalej od lotniska Szeremietiewo. Tam czekaliśmy 45 min. a później start do Taszkientu. Widziałem nocną panoramę Moskwy która nie przedstawia się zbyt imponująco ze względu na słabe oświetlenie. Do godz. 5.00 spałem budząc się od czasu do czasu. Po wschodzie słońca oglądałem z wysokości 9.000 mtr. Morze Aralskie oraz bezkresny obszar pustyni która ciągnęła się przez 2 godziny lotu przy szybkości samolotu 840 km/godz. czyli więcej aniżeli lecielibyśmy nad Polską. W samolocie dostaliśmy śniadanie składają się z kurczaka na zimno / 1/2 szt/ ser, jabłko, herbata, sałatka, masło i chleb.

W Taszkiencie byliśmy o godz. 7.00 czasu moskiewskiego a o 11.00 czasu miejscowego. Tu czekaliśmy na samolot do godziny 16.30 /moskiewski 12.30/. Znowu nie będę tego co widziałem opisywać lecz złożę relacje osobiście. W Bucharze na lotnisku czekała na nas bardzo liczna grupa ekipy witając nas radośnie jako, że przybyliśmy z Wielkiej Ziemi, czyli Polski.

Po przyjeździe do hotelu gdzie nas zakwaterowano musieliśmy przez parę godzin opowiadać co słychać w Polsce. Rano o godzinie 5.00 pobudka, potem śniadanie i wyjazd na zdjęcia na pustynię. Jaka to jest droga to właściwie nie da się opisać – to trzeba samemu przeżyć. Jedzie się półtorej godziny po takich wertepach, że żołądek ma się coraz to w innym miejscu. W tej chwili temperatura na pustyni wynosi gdzieś w granicach 40– 45°C. Praca bardzo ciężka i wyczerpująca do godziny 17.00 czyli praktycznie w hotelu jest się około 19.00 to jest już ciemnawo. Ja właściwie to do dnia dzisiejszego nie widziałem jeszcze miasta. Wiem tylko że winogrona bardzo ładne kosztują 30 kop. arbuzy takie 2 – 3 kilowe 35 kop. To też ja teraz jem ile mi tylko się mieści. Prawdopodobnie szybko mi to wszystko się przeje. Jeżeli chodzi o normalne jedzenie to doszedłem do wniosku, że wbrew pogłoskom jest ono dość smaczne. Tyle byłoby pierwszych moich wrażeń o następnych postaram napisać w następnym liście.

Napiszcie mi co w domu się dzieje. Czy córeczki są zdrowe i grzeczne czy wspominają czasami tatę. Kasiu! Tatuś bardzo cię prosi abyś była grzeczna i słuchała Babuni i żebyś nie robiła krzywdy Małgosi. Tatuś bardzo za Wami tęskni a do powrotu jeszcze tak daleko. Babciu napisz do mnie parę słów bo Lusia chyba jest już w Moskwie. Jak się czujesz Babciu i jak sobie dajesz radę? Czy jesteś zdrowa? Czy Zina się choć trochę poprawiła? Czy Kasia chodzi już do przedszkola a jeśli tak to czy robi to z chęcią? Co słychać u Altmanów?

                                                                                                                                                                                            Kończę, całując Was wszystkich bardzo bardzo mocno,

 Tata ( a dla pozostałych) Arek

Czekam z niecierpliwością na list od Lusi z Moskwy.

Listy do mnie proszę przesyłać przez Mikołaja a On przez p. Jezierską.

Ekipa budowlana jest na pustyni już od półtora miesiąca. Niedługo po nich, z pionem produkcyjnym, przylatuje Arek – od jego przyjazdu mają miesiąc do przylotu ekipy zdjęciowej. W tym czasie muszą powstać monumentalne pomniki, świątynie, chłodnie, a także baza dla ekipy filmowej. Problemów do rozwiązania jest mnóstwo, od kwestii dostarczania wody i ekipy na plan, poprzez przechowywanie taśmy i materiałów do charakteryzacji w temperaturach powietrza dochodzących do 60 stopni Celsjusza, aż po ochronę kamer przed wszechobecnym piaskiem i pyłem. Ponadto trzeba zorganizować i opanować około dwóch tysięcy statystów, za których posłuży radziecki pułk syberyjski z niełatwym do kooperacji cholerycznym pułkownikiem. Na początku pracują całymi dniami, dopiero podczas zdjęć z powodu zbyt wysokich temperatur przestawią na tryb pracy  o świcie i wczesnym przedpołudniem.

Zanim jednak bedą mogli myśleć o organizacji zdjęć, przede wszystkim muszą ukończyć budowę scenografii. Pomaga im w tym wojsko – kierownik budowy leningradczyk Ciupak, radzi sobie z każdym problemem dzięki licznej i wymusztrowanej ekipie. Kiedy budują pałac Faraona, którego wysokość ścian sięga  25 metrów, Ciupak tworzy stelaże metodą żywcem wyjętą z czasów faraona. Przy każdym, wbitym co półtora metra słupie, staje żołnierz z przywiązaną do paska deską – po jej przybiciu wchodzi poziom wyżej z kolejną. W ten sposób na środku pustyni  rosną w mig monstrualne rusztowania.


Problem pojawia się przy budowie gargantuicznego pomnika Faraona – na dwa tygodnie przed rozpoczęciem zdjęć produkcja zawiśnie na włosku, gdyż w połowie budowy nagle skończy się gips. Na transport z Polski jest za późno. Zwracają się do komitetu partii z pytaniem, czy jest w pobliżu jakaś fabryka, która dysponowałaby odpowiednią ilością tego surowca. Do ukończenia dekoracji brakuje im bagatela – 15 ton! Komitet partii, po kontakcie z Moskwą, oświadcza, że mają sobie radzić sami.  Arek po raz kolejny staje przed zadaniem  z kategorii niemożliwych do wykonania. Rozpytuje po Uzbekach, którzy z nimi pracują, gdzie można w tej okolicy gips zdobyć – jeden podpowiada mu, że 200 km od Buchary jest fabryka, w której chyba produkują gips. Arek wyrusza na misję. Opowieść o tym, jak  zdobywa piętnaście ton gipsu za dwa długopisy, staje się legendą wśród ekipy.

“W pracę wkładaliśmy całą naszą wiedzę, zaangażowanie psychiczne i fizyczne. Ciężkie warunki powodowały, że organizm szybko się męczył. Byliśmy po półrocznym okresie zdjęć na pustyni o dwa lata starsi” – powie po latach  Sobociński

Wiele legend powstanie podczas produkcji, która przeradza się w walkę z żywiołami. Żar lejący się z nieba do tego stopnia, że można smażyć jajka na pudełku taśmy. Ziemia parząca w dotyku, w postaci ziaren piasku przemieszcza się z rozgrzanym powietrzem wdzierając się w najmniejsze szczeliny. Woda, której ciągle brak.  Ekipa w tych warunkach miesiącami wstaje o trzeciej nad ranem, by móc pracować na środku pustyni. Pion produkcji kładzie się najpóźniej i wstaje najwcześniej, aby realizacja filmu mogła dojść do skutku zgodnie z wizją reżysera. Jerzy Kawalerowicz ma grupę sprawnych asystentów – Henia Bielskiego, Andrzeja Czekalskiego, Andrzeja Hermana i kierowników Zygmunta Wójcika i Arka Orłowskiego – to grupa “szybkiego reagowania”, która załatwiała rzeczy od ręki. Z nimi również omawia koncepcję zdjęć na następny dzień i jeśli nie ma wiatru, który często na kilka dni przerywa zdjęcia, to oni jeszcze przed świtem zajmują się egzekucją ustaleń z dnia poprzedniego. Zygmunt Wójcik jest pierwszym, Arek drugim kierownikiem planu:

Puma następnie odpowiada za to, aby wszyscy, w odpowiedniej kolejności udali się  na plan. A jest to niepospolita wycieczka zdezelowanymi autobusami, w których przez szpary w podłogach widać drogę, z której wzbijają się i  wpadają do autobusu tumany pyłu i kurzu. Na szczęście wypadają oknami, bo  autobusy często są  bez szyb i ze zużytymi resorami. W autobusach tych są stare, pokryte dermą fotele, bądź ławki. Przyklejają się do nich zaprojektowane przez Kawalerowicza “pustynne” tropikalne stroje –  w opinii wielu dość obrzydliwe – lniane ubrania, w których wyglądają jak nędzarze, bo szybko się gniotą, kurczą i deformują. Jedna z amerykańskich wycieczek, która ich zobaczy wysiadających z tych blaszanych puszek w  lnianych ‘łachmanach’ donosi zachodniej prasie o tragicznych warunkach panujących na planie Faraona.

Charakteryzacja na plan przyjeżdża o godzinie czwartej, kiedy słońce wynurza się znad pokrytych szronem barchanów. Charakteryzatornie to ziemianki – wykopane w ziemi doły –  poza samochodami z agregatem, jedyne chłodne miejsce na planie. W ziemiankach jest co prawda agregat, który chodzi całą dobę, ale zasila on lodówki, w których Teresa Tomaszewska – mająca ogromny wkład w tworzenie Faraona – przetrzymuje największe skarby. Ziemianki charakteryzatorni wymagają całodobowej ochrony. Charakteryzatorzy pracują godzinami, zdarza się, że mdleją przy pracy, zwłaszcza kiedy w scenach gra dwustu, trzystu statystów i wszyscy muszą być ubrani w “egipskie ciała”. Wracając do Łodzi pion charakteryzacji zabierze ze sobą worki oryginalnego piasku i pyłu z pustyni Kyzył-Kum, którym będą posypywać peruki i twarze aktorów w czasie zdjęć w Łodzi i na Mazurach.

Po charakteryzacji i ustawieniu planu mogą kręcić najwyżej do dziesiątej – wszystko musi być przygotowane. Często jednak pojawiają się problemy ze statystami – żołnierzami. Hager z Kawalerowiczem, decydują się na współpracę z Mosfilmem właśnie ze względu na przeszkolenie tego oddziału armii, który wcześniej bierze udział w zdjęciach do “Wojny  i Pokoju” . Produkcja liczyła, że będą doskonale zorganizowani – okazało się, że jest wręcz przeciwnie. W scenach zbiorowych przygotowanie ujęcia trwa godzinami, więc pomimo tego, że wcześnie zaczynają, zanim dochodzi do zdjęć, jest już bardzo gorąco. Zazwyczaj koło południa żołnierze zaczynali się buntować i uderzać maczugami w tarcze – żądali głównie wody, której Mosfilm im nie zapewniał. Produkcja Faraona organizuje więc cysternę, która przyjeżdżała na plan w określonych godzinach. Logistyka podstawiania cystern, to również misternie opracowany system, bo kiedy pojawiały się na horyzoncie plan wypełniony statystami pustoszał. Arek zawiaduje ich podstawianiem. Rosjanie na początku nie dostarczali żołnierzom również jedzenia na plan i ekipa jadła na oczach dwóch tysięcy głodnych ludzi. Produkcja wymusza na stronie rosyjskiej, aby zaczęła dostarczać wojsku chociaż kanapki w trakcie zdjęć.

Po zdjęciach ekipa często wskakuje, dla orzeźwienia, do dopływu kanału na pustyni, choć jest tam pełno żmij, z przegrzania i wycieńczenia, nie zwracają na nie nawet uwagi. Droga między planem a hotelem, w którym są zakwaterowani, jest rodzajem wąwozu wyżłobionego pośrodku piaszczystej równiny. Kiedyś był tam wylany asfalt, ale dawno został rozjeżdżony przez ciężki sprzęt. Kierowcami autobusów jest trójka Uzbeków, która często w drodze powrotnej, ściga się pomiędzy wydmami i rozpadlinami podczas gdy ekipa obstawia, który z nich wygra tego popołudnia – zwycięzca otrzymywał kapelusz rublówek. Do czasu oczywiście, kiedy ktoś na nich nie doniósł.

Po powrocie do miejsca zakwaterowania, jest czas kąpieli i obiadu, a następnie drzemki do 19. Wtedy wstają na wieczorne rozmowy o następnym dniu zdjęć, Ci którzy mogą kładą się jeszcze na kilka godzin. Ustalony przez realizatorów plan  – kto, o której i w jakiej kolejności jedzie i jakie ma zadania – trzeba było ująć w rozpisce, którą następnie sekretarka planu musiała sporządzić w wystarczającej ilości kopii dla dość licznej ekipy. Do dyspozycji była maszyna i kalka – na raz udawało się wykonać cztery kopie, bo kolejna była już nieczytelna. Oprócz realizatorów, plan zdjęć musieli otrzymać również aktorzy, którzy sprawdzając numery ujęć uczyli się na pamięć swoich kwestii.

Faraon jest realizowany na taśmie barwnej Kodak, która ma zdolność czytania głębokich czerni i jednocześnie nasyconych światłem bieli – pracują w całej rozpiętości negatywu – muszą więc trzymać taśmę w bardzo konkretnej temperaturze, aby się nie rozbalansowała. Jeszcze w Polsce przygotowują klimatyzowane auto, które ma funkcjonować jako ruchomy warsztat. W transporcie okradzione  z silnika, staje się bazą polową do przechowywania sprzętu i jego konserwacji. Desygnowany do tej roboty członek ekipy, po paru dniach  przeziębia się w aucie na środku pustyni i odmawia dalszej pracy w nim. Bazę organizują więc w piwnicy hotelu, w którym są podówczas zakwaterowani – są tam trzy olbrzymie lodówki, w których przetrzymują taśmy – zarówno negatywy naświetlone i nienaświetlone. Taśmę należało wyjąć wieczorem przed dniem zdjęciowymi, włożyć do worka operatorskiego obszytego termoizolacyjnym materiałem – aby stopniowo rozmrażała się przez kilka godzin. Dziennie przeciętnie udawało im się nakręcić 15 – 20 metrów, podczas gdy ówczesna norma w przeciętnym dniu zdjęciowym  wynosiła 40 m.

Naświetlony i starannie spakowany w duże pudła negatyw odprawiany był przez gońca wieczornym rejsem do Polski, ze stałą rezerwacja miejsca – trasa Buchara – Taszkient, Taszkient- Moskwa, Moskwa – Warszawa –  miała w tamtym czasie duże obłożenie. Goniec posiadał specjalny certyfikat, dzięki któremu nie prześwietlano materiału na lotniskach. Z Warszawy pudło zabierano do Łodzi, do laboratorium Eastmana, po wywoływaniu filmu z  kopią dla Łysego, goniec udawał się w drogę powrotną do Buchary. Komunikacja nie zawsze była regularna – w Ałma – Acie powstawały zatory,  samoloty latały rzekomo puste – a w rzeczywistości załadowane owocami, na których sprzedaży na lewo dorabiali sobie piloci.

Pomimo, iż wkładają często nadludzki wysiłek w to, żeby zrealizować zdjęcia, na wiele rzeczy nie mają wpływu. Wiatr i burze piaskowe nader często psują im szyki uniemożliwiając kręcenie po trzy, cztery, pięć dni. Muszą jednak okiełznać wiatr na swoje potrzeby – konstruują więc maszynę do wiatru – samolot Kukuruźnik z obciętymi skrzydłami i śmigłem w specjalnej obudowie. Jego pilot, niezły ‘gazer’, którego zresztą za picie wyrzucili z lotnictwa,  nie raz urządza sobie tą maszyną bez skrzydeł rajdy po pustyni, o których po latach będzie opowiadał również Zelnik. Dwudziestoletni wówczas Jurek pojechał na 21 dni zdjęciowych na pustyni,  a spędził na niej łącznie  pół roku i  pięć dni.

Opóźnienia wywiązały się również ze względu na sceny zbiorowe. Wojsko miało swój obóz nad kanałem, niedaleko planu. W kanale odchodzącym od rzeki – robią pranie, toaletę, mają tam kuchnie polowe. Po miesiącu realizatorzy zauważają, że obóz zaczyna się dzielić, powstają osobne kręgi – wybucha epidemia, która dziesiątkuje szeregi statystów. Reszta, wraz z przekroczeniem terminu realizacji, też  zaczyna opuszczać obóz. Produkcja boi się, że będą musieli przerwać plan z powodu braku statystów, a do nakręcenia zostały jeszcze tak ważne sceny jak ta zaćmienia czy przyjmowania darów.  Dodatkowo w tym czasie rozpoczynają się zbiory bawełny, która jest bardzo wrażliwa na pył wzbijany transportami związanymi z planem filmowym. Filmowcy wchodzą w konflikt z miejscowymi kołchozami, muszą polewać  wodą drogi, którymi się przemieszczają. Im bardziej chcą dobrnąć do końca zdjęć tym bardziej problemy zdają się piętrzyć. W końcu Rutowicz udaje się do lokalnych władz i dogaduje z nimi, że za opłatą zamkną kilka małych zakładów produkcyjnych m.in. tkalnię bawełny, a robotników z nich przywiozą na plan w dwudziestu zdezelowanych autobusach. Tak uda im się  nakręcić ostatnie  sceny zbiorowe i zakończyć plan w Bucharze.

Historia likwidacji planu i powrotu ekipy z Buchary to oddzielna opowieść, która stanowiłaby zresztą świetny scenariusz do filmu Barei:

Orson Welles powiedział kiedyś : “Jeśli chcesz szczęśliwwego zakończenia, musisz wiedzieć kiedy skończyć swoją historię.”. Arek przyjeżdża z planu “Faraona” później niż obiecał, a za chwilę wylatuję na Kubę kręcić “Zejście do piekła” – ich związek będzie toczył się między wyjazdami i powrotami i wiecznym układaniem się na nowo. Pomimo napięć i kłótni, żadne z nich nigdy nie chciało się rozstać, spędzili ze sobą pół wieku.

Share
Facebook Twitter Google+