SEARCH
Filed under Bez kategorii

Sekwencja 3 – KONIEC NIEWINNOŚCI

“ Był dzieckiem wojny i jak wielu z jego pokolenia, wojna uczyniła go zachłannym na życie.”
Hanna Krall (o Ryszardzie Kapuścińskim)

Wn., Pokój na strychu; Ostatni Grosz, Częstochowa ,lato, 1944

Dwóch niespełna dwudziestoletnich mężczyzn w niewielkim pokoju na poddaszu buja się do rytmu swingowej melodii, którą nie tak łatwo wychwycić pośród zakłóceń dochodzących z plątaniny kabli i  tranzystorów. Jeden z nich, machając nogami, leży na podłodze i  cały czas misternie reguluje częstotliwość. Drugi, niski w kapeluszu, zdejmuje z objuczonego ubraniami wieszaka na drzwiach krawat i zawiązuje go na gołej klacie. Jednocześnie ćwiczy kroki Charlestona bądź czegoś, co udaje, że nim jest. 
Jest koniec lipca, może początek sierpnia. Okno w dachu uchylone, podparte jest anteną, ale na poddaszu i tak panuje potworny ukrop. Z mężczyzn leje się pot, nie spowalnia to jednak ich ruchów. Jak w transie, chwytają się każdego dźwięku przedzierającego się przez radiowy szum. 
Ich lepki błogostan przerywa nagły łomot do drzwi. Po chwili wtóruje mu niemiecki okrzyk: “Öffnen! Schnell! Öffnen!”.  Zamrożeni w dziwacznych pozach mężczyźni patrzą sobie w oczy przez bardzo długą chwilę. Wraz z kolejnym okrzykiem leżący na podłodze Tolek zrywa się na równe nogi, wyrywając z plątaniny kabel ateny, wyrzuca ją na dach. Nie oglądając się, wyskakuje za nią. Walenie i niemieckie komendy zza drzwi nie ustają. Arek nogą popycha radio obok drzwi i kiedy próbuje sięgnąć do wieszaka,   drzwi otwierają się z wielkim łoskotem do środka. Na radio, które ląduje za nimi, spadają ubrania. Jego, zanim zdąży się odezwać, żołnierz Gestapo powala ciosem w twarz na podłogę. Ściemnienie.

Kiedyś, jak zwykle siedząc w jego kuchni za stołem, zapytałam, czy pamięta dzień, w którym wybuchła wojna? Jak się o tym dowiedział? Co czuł? Przez chwilę nie odpowiadał. Stał odwrócony plecami. Pichcił coś dla nas. Kiedy podał i usiadł do stołu, odpowiedział takim tonem, jakby mówił o przepisie na kotlety: “A wiesz, pisali o tym ciągle w gazetach, ostrzegali w radiu, aż wreszcie któregoś ranka włączyliśmy radio i powiedzieli, że jest! I od tej pory była wojna.”.  Kiedy niespełna dwa lata po jego śmierci – 24 lutego 2022 roku – włączyłam rano radio i zaczęłam robić kawę, redaktor wiadomości poinformował słuchaczy: “wybuchła wojna”. Nie w moim kraju, ale wystarczająco blisko, by się bać. Byłam sama. Głupie uczucie, kiedy w takich momentach nie wiesz co robić. Nalewać sobie kawy? Ubierać się? Gdzieś iść? Miałam wtedy koronę. Byłam w izolacji. Siedziałam i słuchałam jak w kawiarce resztki wody, wrząc, przedostają się przez filtr. Właśnie wtedy poczułam, jakby on tam ze mną był. I czekał, aż naleję mu tej kawy. Przez kilka następnych miesięcy często myślałam, jak bardzo chciałabym z nim  porozmawiać o tym, co się dzieje. Usłyszeć, co o tym myśli. Chyba wyobrażałam sobie, że dodałby mi otuchy. Skoro, pomimo wojny, pozostał pełnym życia, pogodnym człowiekiem, to z nim łatwiej byłoby przez to przejść – myślałam.

Kiedy zaczęłam pisać ten reportaż, wkładać jego opowieści i anegdoty w większy obraz, analizować ich okoliczności i kontekst, powoli docierało do mnie, że w dużej mierze, strategią jego przetrwania było wyparcie. Część wydarzeń ze swojego życia postanowił pozostawić za zasłoną milczenia, może nawet pamiętania. Nie chciał do nich wracać. Jak czuł się z tą częścią, którą ukrył? wyparł? Trudno powiedzieć. O tym też nie rozmawiał. Być może to nieustanne bycie zajętym, bycie z ludźmi, w ruchu, pozwalało mu o niej zapomnieć? Może stąd samotność i bezczynność były dla niego nie do wytrzymania? Może wiązała się z tym pewna powierzchowność? Niechęć wobec głębokiego analizowania? Nieumiejętność mówienia i przeżywania trudnych emocji? Skłonność do obracania wszystkiego w żart? Zniekształcania obrazu świata, tak, by był bardziej znośny? Być może była to jego strategia przetrwania. Niezbędna do zachowania lekkości i pogody ducha po tym wszystkim co widział i przeżył.

Ustalmy jednak fakty. To niemożliwe, że będąc w Radomsku, dowiedział się o wojnie jedynie przez radio. Wybuch II wojny światowej stał się dla Radomszczan faktem wraz z pierwszymi bombami, które spadły na miasto rankiem 1 września 1939. Naloty powtórzyły się w dniach następnych, zmieniając centrum w ruinę. Już 3 września Radomsko zostało zajęte przez Niemców i władze okupacyjne rozpoczęły urzędowanie. Czwartego dnia, od rozpoczęcia wojny, hitlerowcy rozstrzelali kilkanaście osób publicznie. Tego samego dnia dwa polskie dywizjony bombowe zaatakowały pod miastem niemiecką Dywizję Pancerną. Nawet jeśli w chwili wybuchu wojny był 14-letnim chłopcem, to niemożliwe, żeby nie widział, nie słyszał, nie docierało do niego, co dzieje się wokół.

W rodzinnych przekazach przetrwała opowieść, że prawdopodobnie zaraz po wybuchu wojny wraz z ojcem próbowali uciec z miasta, może przedostać się do rodziny w Częstochowie? Panował chaos, tłum zdezorientowanych ludzi przewalał się w każdą stronę, próbowali zorientować się w tym, co się dzieje. I tak zgubili się z ojcem. Jego młodsza córka Gosia, podczas odbywanych z nim pod koniec życia podróży samochodem, próbowała dowiedzieć się, co dokładnie się wtedy stało. Pytała go również o to, co wtedy czuł. Jak sobie poradził? On na wszystkie te pytania odpowiadał :“no co, no co“ – często tak reagował, kiedy nie miał żadnej anegdoty w zanadrzu –  “trzeba było sobie radzić i jakoś się znaleźliśmy”, ale nie potrafił przywołać żadnych konkretów, oprócz tego, że trwało to kilka dni i ktoś dał mu rower, na którym wrócił do domu.

 Arek powtarzał, że poznał swojego przyrodniego brata, kiedy ten miał trzy lata. Sławek – syn Ziny z drugiego małżeństwa – urodził się w 1936 roku. Oznacza to, że Arek musiał pojechać do matki w 1939 roku, ale czy pojechał tuż przed, czy  zaraz po wybuchu wojny – tego nie wiemy. Pamiętam, że podczas jednego z nagrań opowiadał mi, że kiedy pojechał do Daleszyc, do matki (wtedy zrozumiałam, że ta nazwa brzmi Zaleszyce), to okazało się, że nie wie, jak dostać się z dworca, najprawdopodobniej z Kielc, do Nadleśnictwa. Obecnie, najkrótsza drogą, to nieco ponad 20 km. Drugi mąż Ziny, również Marian, były pilot, pracował jako leśniczy. Arek zabrał się do Daleszyc z kimś kto jechał tam akurat wozem. Kiedy dojechał i posadzili go na werandzie, żeby poczekał na matkę, pamiętał,że podrywał się na widok każdej kobiety, która pojawiała się w jego polu widzenia. Nie był pewien jak wygląda jego własna matka. Ona po jakimś czasie zajechała z grupą żołnierzy wojskowym samochodem. Tak po raz kolejny ją poznał. Nie zostaje z nią.  Wraca do ojca.

Marian w Radomsku pracuje podówczas w Metallurgia Werke.  Zgodnie z wydanym 28 czerwca 1941 roku zaświadczeniem, jest tam zatrudniony od 22 kwietnia 1937 do dnia wybuchu wojny, a następnie od 1 lutego 1940 do 30 sierpnia 1941 w charakterze urzędnika wydziału buchalterii, gdzie prowadzi dziennik sprzedaży oraz księgę towarową, kalkulację wyrobów gotowych i półfabrykatów. Rekomendacje uzyskuje wzorowe. Odchodzi na własną prośbę. Po co było mu to zaświadczenie? Rekomendacje do innej pracy? Nie wiemy. Ślad tutaj się urywa. Pamięć rodziny również. Arek w 1992, w kwestionariuszu dotyczącym okresów zatrudnienia i liczby przepracowanych lat, który składał w związku z przechodzeniem na emeryturę, podaje że od czerwca 1940 do sierpnia 1943 pracował w tartaku firmy Kryzel-Wojakowski w Radomsku. Pozycja ta została poświadczona zeznaniami i podpisami świadków: J. Lasonia i St. Kwiatkowskiego – przyjaciół Arka z lat młodości. W rodzinnych archiwach odnajduję dwa zdjęcia podpisane z tyłu ołówkiem: “8 maja 1941 r. – 1 dzień pracy w sklepie p. Begeroka”. Na jednym z nich Arek stoi oparty o futrynę, pod krawatem, w kaszkiecie i marynarce. Obok, na murku pod witryną, siedzi rozparty inny młody mężczyzna w czarnym grubym płaszczu – a przecież to maj! Na drugim zdjęciu jest jeszcze kobieta, stoi między nimi, a mężczyzna w czarnym płaszczu dumnie prezentuje klucze. Czy to jego sklep? Czy on też tam pracuje? Arek nigdy o tym nie opowiadał. Nie uwzględnił tego również we wspomnianym kwestionariuszu.

Niewiele wiemy o tym, co działo się z nimi między 1939 a 1943 rokiem. Po wybuchu wojny Gimnazjum im. Fabjaniego, do którego uczęszczał Puma i Pantera było czynne do końca listopada, kiedy to władze okupacyjne formalnie zakazały nauczania. 7 grudnia 1939 roku gimnazjum zostało zlikwidowane, a w budynku otwarto szkołę niemiecką. Gdy zbliżał się front, zlokalizowano tu koszary. W tym czasie Kinema zmienia nazwę na “Adria”, a następnie ”Metropol”. Cudem nie ucierpiało podczas bombardowań 1 i 2 września 1939 roku, ale pewnego ranka żołnierze stacjonujący w pobliskim gimnazjum zauważają w kinie płomienie. Udaje się jednak ugasić pożar. W czasie okupacji oddzielne filmy wyświetlane są dla Niemców, a inne dla Polaków. Niewiele wiadomo o repertuarze tych lat, głównie są to filmy niemieckie, przedwojenne polskie, zdarzają się angielskie. Dla polskiej publiczności wyświetla się kino propagandowe. Wpływy z biletów trafiały do władz okupacyjnych, korzystanie z tej rozrywki było więc kojarzone z brakiem patriotyzmu. W różnych miejscach miasta na murach pojawiają się napisy: “Tylko świnie siedzą w kinie”. Arek opowie mi, że on czasem nie wytrzymywał – miał koleżankę, od której pożyczał odznakę hitlerjugendt, tylko po to by wejść do kina. Działo się to jednak chwilę później, kiedy przeniósł się do Częstochowy.
W czasie okupacji w Radomsku i okolicach kontynuowano, mimo zakazu władz hitlerowskich, działalność dydaktyczną w formie tajnego nauczania. Na komplety prowadzone przez nauczycieli tajnego gimnazjum uczęszczało łącznie ponad 100 uczniów. Nie wiem, czy uczęszczał na nie Arek. Świadectwo ukończenia Gimnazjum otrzyma 6 lipca 1946 w Łodzi w prywatnym gimnazjum dla dorosłych. Nazwy nie mogę w pełni z dokumentu odczytać, ale znajdowało się przy Wólczańskiej 23, gdzie przed wojną mieściło się żydowskie gimnazjum żeńskie Hochsteinowej. Domyślam się, że gimnazjum zaliczył “zaocznie”, trudno powiedzieć na podstawie czego.  Ewa opowie mi, że kiedyś, kiedy jechali do Radomska, Arek wskazał na miejsce pod murem cmentarza i opowiedział jej, jak podczas wojny poszli tam z kolegami, bo słyszeli o egzekucjach. Kierowała nimi chłopięca ciekawość. Zobaczyli stos ciał… W 1941 r. aresztowanych zostało w Radomsku 151 osób. Dla zastraszenia ludności stosowano publiczne egzekucje. Być może jedną z nich, a raczej jej skutki, widział Puma.

Ojciec Arka zostaje aresztowany. Podczas łapanki w pociągu, choć nie wiemy dokładnie kiedy. Nie wiemy również dokąd i po co Marian jechał. W dokumentach zostanie odnotowane, że 6 czerwca 1943 roku trafia do Oświęcimia. Dwudziestego wyśle stamtąd pierwszy list:

“Kochana Mamo,

Jestem zdrowy, do tej pory nie mogłem do ciebie napisać.

…..(nieczytelne kto)[prawdopodobnie Arek – przyp. T.S.] powinien iść do „Jedności” do księgowego i podać nazwisko Radwański, to wtedy dostanie tam pracę w biurze albo w magazynie. (…) Mam bardzo duży apetyt, proszę o… (nieczytelne) paczki z żywnością przynajmniej dwa razy w tygodniu. Potrzebuję: chleb, tłuszcz, cebulę, czosnek i znaczek Rzeszy (nie Generalnej Guberni). (…)Paczki możecie wysyłać codziennie, ale nie cięższe niż 3 kg, na własne utrzymanie. Na paczki Aruś powinien wszystko sprzedać w … (nieczytelne), jak i w Radomsku.

Arku – pamiętaj o mnie !

(…)Całuję i pozdrawiam Mamę i Ciebie mój synu – Marian.”

Kolejny list napisze już piątego lipca:

“Kochana Mamo i Synu,

Jestem zdrowy. Napisałem do Was 20.6. i do dziś żadnej odpowiedzi.

… byłeś u pana księgowego w „Jedności” prosić o pracę.

Mogę otrzymywać paczki żywnościowe bez ograniczeń do 3 kg, nawet codziennie. (…)Potrzebuję najmniej tygodniowo 2 (…)

Lonia sprzedaj mój garnitur, Celina moje meble(…)

 Mam wielki apetyt. Więc wysyłajcie mi paczki częściej.(…)”

Ostatni list nadejdzie w kwietniu 1944 roku, Marian znów pisze, że ma “wielki apetyt”, tym razem prosi matkę, by “zaszlachtowała królika” i przysłała go zawiniętego w pergaminowy papier – ekspresem! Potem milknie.

W Auschwitz Marian otrzyma numer 123509. Arek dowie się o tym dopiero w 1980 roku od Muzeum Auschwitz-Birkenau. W dokumencie, który otrzyma, figurują dość szczątkowe dane. Mariana przewieziono transportem z Radomia, osadzony był w bloku 5 oraz 11. Znajduje się tam jeszcze jedna informacja, pod datami 16.12 1943 i 18.4.1944 ojciec jego był notowany w aktach SS – Hyg Instytu. Arek wiedział, z czym to się wiązało. Nie chciał wiedzieć więcej. 

Instytut Higieny Waffen-SS i Policji w KL Auschwitz (Hygiene Institut der Waffen-SS und Polizei Auschwitz O/S) powstał jesienią 1942 r. jako filia Głównego Urzędu Higieny SS, który podlegał Głównemu Urzędowi Sanitarnemu SS (SS-Hauptsanitäramt) w Berlinie. Do zakresu działania Instytutu Higieny należało wykonywanie badań higienicznych i bakteriologicznych dla oddziałów SS, Wehrmachtu, policji i dla obozów koncentracyjnych, w tym całego kompleksu obozów i podobozów Auschwitz. W rzeczywistości przeprowadzali eksperymenty medyczne, wykorzystując więźniów jako “króliki doświadczalne”. Z dokumentów wynika, że Instytut w Auschwitz produkował m.in. surowice testowe oraz badał chemikalia i ich oddziaływanie na organizm ludzki.

Z archiwów w Niemczech otrzymuje protokoły badań laboratoryjnych ze wspomnianymi w dokumencie z Muzeum Auschwitz-Birkenau datami. Na liście widnieje Marian Orłowski pod przydzielonym mu numerem. W rubryce rozpoznanie wpisane jest: gorączka plamista. Nie wiemy, kiedy i w jakich okolicznościach Marian umarł. Nie wiemy, ile paczek wysłała mu rodzina i czy je dostawał. Zastanawiam się, czy w ostanim liście, kiedy pisze o “zaszlachtowaniu królika”, nie pisze o sobie, w zawoalowany sposób przekazując im, co się z nim dzieje.

Arek,  po zniknięciu ojca, kursuje pomiędzy Radomskiem a Częstochową. Trudno powiedzieć, kiedy przenosi się na stałe do Tschenstochau. Być może po zakończeniu pracy w tartaku Kryzel-Wojakowski z końcem sierpnia 1943 roku. Marian pyta go w listach: gdzie mieszka? czy pomaga babci? Podaje informacje i kontakty, które mają mu pomóc załatwić mieszkanie i pracę w Częstochowie. 20 października 1943 roku Arek osiąga pełnoletność – trudno jednak się usamodzielnić, kiedy wokół toczy się wojna. Arek w Radomsku ma wielu kolegów, część z nich działa w podziemiu. W jakim stopniu on był zaangażowany w tamtym czasie – trudno powiedzieć. W jego zbiorach sporo jest fotograficznych portretów młodych mężczyzn, które ofiarowywali sobie w dowód przyjaźni i na pamiątkę, na większości widnieje data 1944 roku. Jest również zdjęcie Arka – na miesiąc przed osiemnastymi urodzinami. Z profilu, patrzy wzwyż, włosy zaczesane do tyłu, elegancko zawiązany krawat, z tyłu zdjęcia podpis: “Przyszłemu pogromcy przestworzy, Arek” na dole “Radomsko, 25. IX. 1943” – być może to pamiątka dla kolegi, a może pisał sam do siebie, zaklinając rzeczywistość. Choć w podpisie widnieje Radomsko, to na stemplu przystawionym na odwrocie jest nazwa zakładu fotograficznego Majchrowski w Częstochowie. Prawdopodobnie jesienią 1943 r. Arek mieszka już w Częstochowie, choć nie jest pewne, czy już wtedy ma swoje lokum, czy przebywa u matki ojca.

Arek  dzięki przekazanym przez Mariana w listach kontaktom w spółdzielni “Jedność”, dla której Marian sprzedawał cukierki, dostatnie lokum – facjatę na poddaszu na osiedlu Ostatni Grosz oraz od stycznia 1944 pracę na Częstochowiance. Tak ojciec wyprawi go w dorosłość i pożegna równocześnie.

Od samego wybuchu wojny do Tschenstochau zjeżdżają się  wysiedleńcy:  w październiku 39’  z Gdyni, w grudniu dołączą do nich Wielkopolanie i Żydzi z Łodzi. Przez kolejny rok do miasta trafi 8 transportów wysiedlonych, prawie 6000 ludzi z różnych stron kraju, tylko część z nich pojedzie dalej. W okresie powstania warszawskiego i bezpośrednio po nim miasto przyjmowało przesiedleńców z Warszawy. Pierwszy transport 7 tys. warszawskich cywilów dotarł do Częstochowy 13 sierpnia 1944 r., a kolejne docierały do października. Ludność wysiedloną z Warszawy kierowano także do okolicznych miejscowości. Łącznie liczbę mieszkańców Warszawy osiedlonych w Częstochowie oszacowano na ok. 15 – 20 tysięcy ludzi. Większość mieszkań zostaje podzielone na mniejsze, wszyscy gnieżdżą się po rodzinie i znajomych, żyją gdzie się da. W tym czasie w Częstochowie jest kilka osób, których po latach połączy praca w filmie, ale wtedy nie wiedzą jeszcze o swoim istnieniu. W centrum, w pięknej żydowskiej kamienicy przy Alei NMP 31, mieszka z rodzicami Komeda – to z zabawy w policjantów i złodziei w podwórku tej kamienicy podczas wojny weźmie się jego pseudonim. Od listopada 1944 roku na ulicy Sobieskiego 84 zamieszka Marek Hłasko, który po przeżyciu powstania warszawskiego, oczami jedenastolatka obserwuje wkroczenie wojsk radzieckich do Częstochowy. W Gnaszynie, obecnie dzielnicy Częstochowy, w 1930 rodzi się Kalina Jędrusik, która wojnę spędzi we wsi Bartkowice – mniej więcej w połowie drogi między Częstochową a Radomskiem. Dopiero po wojnie trafi do miasta, gdzie uczyć ją będzie ciotka Arka, matka Tolka – Nadzieja.

Jedna  ze słynnych anegdot Pumy z tego czasu to historia ucieczki na Madagaskar. Zaplanował ją z kolegą. Jeszcze przed wojną Madagaskar lansowany był przez Ligę Morską i Kolonialną jako opcja polskiej kolonii i miejsce przesiedlenia ludności żydowskiej. Kilkunastoletni Arek mógł przeczytać o tym  w jednym z czasopism, które otrzymywał ojciec. Stamtąd też prawdopodobnie zdobył mapę. Kim był jego kolega, nie powiedział, ale wspólnie zdecydowali, że w taką podróż muszą zaopatrzyć się w prowiant. W tym czasie z jedzeniem było bardzo kiepsko. Każda rodzina miała tygodniowy przydział mąki, którą nosiło się do piekarza, by następnego dnia odebrać chleb. W domu babci Orłowskiej to było jego zadanie. Rodzina na tym chlebie musiała przetrwać tydzień. Jeden tydzień musieli przetrwać bez. Arek poszedł po chleb, ale z nim nie wrócił. Z chlebem, kolegą i mapą wsiedli do pociągu, ruszając na Madagaskar. Jaki mieli plan? Czy mieli go w ogóle? Jak daleko chcieli zajechać samym pociągiem? Trudno powiedzieć. Wiadomo, że udało im się dotrzeć do Suwałk, co na tamten czas było niezłym wyczynem. Wyłgali się wojsku, które ich tam zatrzymało i udało im się wrócić pociągiem do Żyrardowa, gdzie mieszkała wciąż rodzina dziadka i babci Orłowskiej. Zaopiekowała się nimi ciotka, która następnie odesłała ich do Częstochowy.

Można się domyślać, że babka Orłowska nie była zachwycona tym wybrykiem, ale czy z tego względu wysłała Arka do matki, czy były inne powody? Faktem jest, że w 1944 r. Arek odwiedza matkę ostatni raz. Wtedy o tym nie wie. Niedługo po jego powrocie nadejdzie depesza od Fabrycego, w której pyta on, czy Zina jest w Częstochowie u rodziny, bo jakiś czas temu wyjechała i przepadła. Okaże się to wykalkulowaną przykrywką, pod którą drugi mąż Ziny chciał ukryć prawdę o tym, co naprawdę się z nią stało. Zaraz po końcu wojny, w poszukiwaniu siostry, pojedzie do niego Włodzimierz, późniejszy teść Arka, w mundurze samochodem z kierowcą. Niczego się nie dowie. Fabrycy sprzeda mu tę samą śpiewkę o tym, że Zina wyjechała i zaginęła. Kiedy Włodzimierz wróci z kierowcą do samochodu, ten powie: “Panie poruczniku, on coś ukrywa, widziałem to na jego twarzy, kiedy pan wszedł, kiedy zobaczył mundur. Trzeba było mu przystawić lufę do głowy, to by wszystko wyśpiewał.” Z jakiś powodów Włodzimierz nie był w stanie tego zrobić.

Wiele lat później, kiedy Arek odnajdzie swojego przyrodniego brata, będą wspólnie próbowali ustalić, co stało się z ich matką. Fabrycy zabierze jednak tajemnicę do grobu. We wsi również panuje zmowa milczenia, nikt nie chce mówić i wracać do tych czasów. Sławek pamięta jedynie, że tej nocy, kiedy matka zniknie, wychodzą z ojcem na jakieś imieniny. Zostawiają go samego w leśniczówce. Zina przyjdzie uspokoić syna. Mówi, że niedługo wróci, że nie wychodzą na długo. Aby się nie bał, zostawi mu latarkę i uściska go na do widzenia. Następnego dnia ojciec powie mu, że wyjechała. Nie zobaczy jej nigdy więcej. W książce, którą napisze już w XXI wieku jako Yaro Fabrycy, o mamie wspomni w kilku zdaniach we wstępie: “Dzieciństwo miałem ciężkie. Bardzo wcześnie zostałem sierotą. Do dziś nie wiadomo za co i z czyich rąk zginęła moja matka. Podczas wojny działy się różne dziwne rzeczy. Mama moja była Białorusinką, biegle mówiła kilkoma językami, pięknie grała na fortepianie, a jeszcze piękniej śpiewała. Byłem wówczas dzieckiem i wielu rzeczy nie rozumiałem. Podobno jej śmierć była mordem politycznym.”.  Wyjaśnienie historii wypowiadane jest w rodzinie w trybie prawdopodobieństwa – Fabrycy, pijak i człowiek bez kręgosłupa, robił w lesie interesy na boku. Nie tylko z partyzantami. Podobno z każdym, z kim się dało. Zinie się to nie podobało, nie chciała, by ich narażał, wiedziała, że to może się źle skończyć i być może groziła, że go wyda. Podobno ktoś miał ją tylko nastraszyć. Mąż miał ją podprowadzić. Do czego doszło w tym lesie? Czy Fabrycy przy tym był? Co zrobili z ciałem? To pytania, na które jej syn nigdy nie uzyskał odpowiedzi.

W 1944 roku osiemnastoletni Arek zostaje sierotą. Wokół toczy się wojna, a on wkracza w dorosłe życie. Od 4 stycznia rozpoczyna pracę w Czestochowiance jako portier, a także ochroniarz kasjera, z którym dorożką jeździ do banku po pieniądze. Mieszka na strychu na osiedlu Ostatni Grosz, na przeciwko swojej chrzestnej – siostry Zinajdy, Nadziei, która po mężu nazywa się Łapuchowska. Wujo Łapuchowski zajmuje w fabryce stanowisko kierownicze. Z ich synem, kuzynem Tolkiem, łączy ich przyjaźń i miłość do muzyki. Tolek to zdolny majsterkowicz, montuje camery obscury i radia. Jedno z nich będzie stało na strychu Arka. To miejsce schadzek ferajny z Grosza, do której oprócz Tolka należy też Natasza i  Lilka, jego siostry oraz Miśka – najmłodsza i jedyna spoza rodziny. Razem słuchają radia, tańczą, gadają, wygłupiają się i wspierają. Młodości nie da się przełożyć na później.

Arek na portierni w Częstochowiance odpowiada za prowadzenie wykazu rzeczy wnoszonych i wynoszonych z magazynów – głównie butów i ubrań. Ma wyczucie z kim i jak robić “interesy”, jak zachachmęcić w rejestrach, żeby nikt nie zauważył braków. Potrafi się dogadać i urabiać ludzi. Te umiejętności przeprowadzą go przez życie. Pewnego razu, gdy do jego okienka podchodzi młody niemiecki żołnierz, obawia się, że coś wywęszył. Okazuje się że młody Niemiec ma inny interes. Słyszał od pracowników, że Arek potrafi grać na skrzypcach i prosi by nauczył go grać jakiejś melodii. Zależy mu na dziewczynie – Polce i chce jej zaimponować. Arek co prawda lekcje zarzucił, ale skrzypiec nie sprzedał, więc dobija z nim targu. Niemiec, o umówionych porach, przychodzi na jego strych i uczy się grać.

Ze wszystkich rzeczy ta prawdopodobnie była ostatnią, przez którą myślał, że wpadnie. Kiedy Gestapo puka do jego drzwi, jest pewien, że chodzi o radio, którego właśnie z Tolkiem słuchali. Gestapo jednak nawet nie przeszuka pokoju. Podczas przesłuchania, przez które do końca życia będzie miał problem z uchem, orientuje się, że chodzi o młodego absztyfikanta. Niedoszły skrzypek spod jego dachu zakochał się w niewłaściwej dziewczynie – działaczce ruchu oporu, a jego krajanie podejrzewali go o kolaborację. Na szczęście był powściągliwy. Nie opowiadał Arkowi o dziewczynie. Puma nie miał nic do powiedzenia śledczym. Nie zmienia to faktu, że wyślą go do więzienia.

Do więzienia trafia latem 1944 roku, pamięta, że jest tam dwa lub trzy miesiące. Archiwum Państwowe w Częstochowie informuje mnie, że po przeszukaniu ewidencji Niemieckiego Zakładu Karnego w Częstochowie z lat 1939-1944 nie odnaleziono jednostek archiwalnych (teczek) na nazwisko Arkadiusz Orłowski. Było jednak dwóch świadków tej sytuacji – Tolek Łapuchowski, przy którym dochodzi do aresztowania oraz jego matka, siostra Ziny – Nadzieja Łapuchowska, która go z tego więzienia wyciągnie. Oboje już nie żyją, ale swoje świadectwa przekażą rodzinie. W kontynuacji korespondencji Archiwum Państwowe w Częstochowie informuje, że wskazany zespół archiwalny nr 8/47 Niemiecki Zakład Karny w Częstochowie z lat 1939-1944 jest zespołem niekompletnym. Z uwagi na powyższe, poszukiwane akta osobowe na nazwisko Arkadiusz Orłowski mogły się nie zachować.

W celi na trzy osoby było ich tuzin. Na podłodze słoma. Opowiadał, że każdy bał się wstać załatwić potrzeby fizjologiczne w nocy, bo wszyscy automatycznie zsuwali się na siebie i nie było już gdzie się położyć z powrotem. Oczywiście z załatwianiem potrzeb nie było żadnej prywatności. Dostał fuchę w więziennej piekarni. To pomagało mu przetrwać. Dwa razy stał na apelu, podczas którego wszystkich innych wywołali i wywieźli. Jego nie było na liście. Kiedy strażnik przychodzi po niego do celi i każe mu zabrać rzeczy, jest pewien, że to koniec, że zabierają go do obozu.

W pokoju, do którego wchodzi na nogach z waty, siedzi niewiele starszy i dużo przystojniejszy od niego  obersturmführer. W szaro-zielonym mundurze, z nogą założoną na nogę, odpala papierosa i pyta go o nazwisko. Po zweryfikowaniu tożsamości ten, którego obsadził już w roli swojego kata, oznajmia mu, że jest wolny. Arek jest pewien, że się przesłyszał. Młody oficer, który z pewnością niewiele miał okazji, by występować w tej roli, zakłada czapkę i opuszczając pokój oznajmia mu jedynie: “dobrą masz ciotkę, podziękuj ciotce”. Okazuje się, że Nadzieja, która uczyła francuskiego i niemieckiego, zarówno przed jak i po wojnie, przychodziła do więzienia i tłumaczyła, że Arek nie tylko jest sierotą, ale i urodził się upośledzony. Zdołała ich przekonać, że jest za głupi na konspirację, a w związku z tym kompletnie niegroźny i z pewnością trafił do więzienia przez pomyłkę. A naziści nie lubili się mylić. Doświadczając niespodziewanej łaski, oszołomiony Puma rzuca uprzejme “do widzenia” przy bramie i dostaje od strażnika kopa w dupę na pożegnanie. Nie zraża go to. Właśnie odzyskał życie. W kieszeni zwróconych ubrań znajduje swoje pieniądze i bez większego namysłu łapie pierwszą napotkaną dorożkę. Niczym król życia wraca na Ostatni Grosz.

Do wkroczenia Rosjan 16 stycznia 1945 roku do Częstochowy będzie kontynuował prace w Częstochowiance. Jeszcze w listopadzie 1944 r. otrzyma zaświadczenie potwierdzające zatrudnienie w fabryce, po tym jak jego kenkarta zostaje skradziona podczas napadu. Wojna odbierze mu rodziców i niewinność nastoletnich lat. Być może właśnie to, że otrze się o śmierć, uczyni go “zachłannym na życie”. Wśród fotografii znajduje te ofiarowane mu przez dziewczyny: “Kochanemu Areczkowi – na wieczną pamiątkę ofiaruje Gienia” ściskając futrzany kołnierz oraz “ Na pamiątkę mile spędzonych chwil w smętne dni wojny ofiarowała Basia” w Wigilię 1944 roku. Wraz z końcem wojny otworzy się dla niego nowy rozdział.

Share
Facebook Twitter Google+